http://www.zb.eco.pl/zb/119/transpor.htm

Zielone Brygady nr 17 (119), 1-15 września 1998


NOWY KODEKS KARNY - NOWE MOŻLIWOŚCI W WALCE Z TECHNOKRATAMI W OBRONIE NASZEJ MATKI ZIEMI
(VADEMECUM)

Główną bronią urzędników i technokratów są luki w przepisach, kruczki prawne oraz powszechna w społeczeństwie polskim nieznajomość przepisów obowiązującego prawa oraz możliwości dochodzenia zasadnych roszczeń na drodze administracyjnej i sądowej. Obecnie obowiązujący - od 1.9.98 - kodeks karny daje również obrońcom środowiska naturalnego mocną broń do walki z matactwami urzędników i technokratów w postaci rozdziału XXII: Przestępstwa przeciwko środowisku art. 181-188 kk.

Przepisy te musiały znaleźć się w nowym kodeksie karnym, gdyż polscy politycy i urzędnicy bardzo się niecierpliwią, by móc już się zająć dzieleniem środków finansowych, jakie Polska otrzymałaby, przystępując do Unii Europejskiej, na programy dostosowawcze. Koszty związane z przystąpieniem do UE i tak zapłaci społeczeństwo, w szczególności polska wieś, rolnictwo, górnictwo i hutnictwo itd. Zadeklarowano więc, że do 2010 r. dostosujemy wszystkie wymogi ochrony środowiska do obowiązujących w UE. Cały problem w tym, że politycy i urzędnicy przyzwyczajeni do fikcyjnych i praktycznie nieegzekwowanych, martwych przepisów nie zdają sobie jeszcze sprawy z pełnych prawnych konsekwencji tych decyzji. Dla przykładu - zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa praktycznie wszystkie płazy, a więc traszki, żaby i ropuchy objęte są ochroną gatunkową (a dwa gatunki żab nieobjęte ochroną gatunkową i tak podlegają ochronie w okresie lęgowym, kiedy to płazy intensywnie migrują, wchodząc np. na drogi i nowo budowane autostrady, gdyż szukają wilgotnych miejsc, by złożyć w wodzie skrzek). Otóż obecnie obowiązujący art. 188 kk stwierdza:

§ 1 Kto powoduje zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2 Kto wbrew przepisom obowiązującym na terenie objętym ochroną, niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta, powodując istotną szkodę, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności do lat 2 .

§ 3 Karze określonej w § 2 podlega także ten, kto niezależnie od miejsca czynu niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta pozostające pod ochroną gatunkową, powodując istotną szkodę.

Na podstawie tego artykułu od kwietnia br. podjęliśmy w Toruniu akcję prawną przeciwko Toruńskiemu Oddziałowi Agencji Budowy i Eksploatacji Autostrad (autostrada A-1). Mianowicie na budowanych w Polsce autostradach rozmieszczono pomiędzy obu pasmami autostrady co 100-150 m studzienki mające służyć odprowadzaniu dużych ilości wody, jaka może się zbierać na 2 pasmach podczas ulewnych deszczy. Problem w tym, że średniej wielkości żaba, szukająca w okresie lęgowym wody do złożenia skrzeku (jeżeli nie zginie pod kołami samochodów, bo siatka autostradowa jest w stanie zatrzymać jedynie zwierzęta większe od jeża) bez problemu może wskoczyć do studzienki, ale nie będzie mogła już z niej wyjść (podobnie jak i młode żaby, które teoretycznie mogłyby się rozwinąć z kijanek wyklutych ze skrzeku). Podobnie ma się sprawa z "piaskownikami" rozmieszczonymi po obu stronach autostrady i mającymi zapobiegać osadzaniu się piasku w rowach i kręgach betonowych odprowadzających wodę z autostrady. Będą tam wskakiwać zarówno żaby "lądowe" - czyli "brunatne", wchodzące do wody tylko w okresie lęgowym i ulegające "potopieniu", gdy nie będą mogły już wyjść z piaskownika o betonowych krawędziach wystających 30-50 cm ponad poziom gromadzącej się w nim wody, jak również "zielone" - czyli "wodne", mogące do nich wskakiwać w okresie suszy, gdy powysychają sąsiadujące z piaskownikami rowy i też będą skazane na śmierć, gdy woda wyschnie nawet w piaskowniku. Tak więc stosowane na polskich autostradach rozwiązania techniczne to śmiertelna pułapka dla płazów.

Na Zachodzie nie stosuje się w ogóle tego typu rozwiązań tylko specjalny, porowaty asfalt, przez który woda przenika i zostaje odprowadzona podziemnym drenażem - ze względu jednak na wysoką cenę asfaltu porowatego polscy inwestorzy postanowili zastosować oryginalne, rodzime rozwiązanie problemu. Polecam więc nauczyć się z atlasów rozpoznawać poszczególne gatunki żab i ropuch oraz prowadzić stałą obserwację piaskowników i studzienek na budowanych autostradach szczególnie na przełomie marca i kwietnia, liczyć, fotografować i składać do prokuratur rejonowych doniesienia o działaniach i zaniechaniach ciążących na inwestorze obowiązków mających znamiona art. 181 (na terenie chronionym również art. 187 i 188). Ani zgłoszenie, ani dochodzenie nie wiąże się dla osoby lub stowarzyszenia składającego zawiadomienie z żadnymi kosztami, zarzuty muszą jednak być prawdziwe, a my musimy zgromadzić wiarygodne dowody i składać zarzuty tylko wobec tych faktów, które jesteśmy w stanie wykazać, w przeciwnym razie nasze zgłoszenie zostałoby odrzucone przez prokuraturę, a w przypadku prowadzenia przez nas dodatkowo jeszcze prasowej kampanii informacyjnej na ten temat moglibyśmy się narazić na zgłoszenie przez inwestora do prokuratury zarzutów przeciw nam o:

  • fałszywe oskarżenie o przestępstwo (art. 234 kk);
  • zeznawanie nieprawdy lub zatajanie prawdy przy składaniu zeznania mającego służyć za dowód w postępowaniu sądowym (art. 233 kk);
  • rozpowszechnianie publiczne bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym - art. 241 kk (jeżeli zostaliśmy dopuszczeni w trakcie postępowania do zapoznania się z aktami sprawy);
  • pomówienie osoby lub instytucji o właściwości lub postępowanie, które mogą ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności (z oskarżenia prywatnego) - art. 212 1 i 2;
  • zniewagę ze względu na formę podniesienia lub rozgłoszenia zarzutu (art. 214 kk).

Jeżeli jednak przedstawimy wiarygodne dowody naruszenia przepisów kk przez inwestora, prokurator w zasadzie nie może odmówić wszczęcia postępowania i powinien nakazać Rejonowej Komendzie Policji prowadzić dochodzenie w tej sprawie, w celu ustalenia winnego niewłaściwej konstrukcji zastosowanych rozwiązań technicznych. Inwestor będzie musiał przedłożyć prowadzącemu dochodzenie kserokopie dokumentacji technicznej oraz oceny oddziaływania inwestycji na środowisko zaopiniowanej pozytywnie przez Wojewódzki Wydział Ochrony Środowiska przed wydaniem pozwolenia na budowę oraz przez Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska przy protokole odbioru technicznego przed dopuszczeniem do użytkowania. W polskich realiach istnieje duże prawdopodobieństwo, że po trwającym 3-6 miesięcy dochodzeniu prowadzący je policjant uzna, iż zgromadzone przez niego dokumenty nie potwierdzają złożonych zarzutów, gdyż… kompetentne urzędy wydały opinię, że z punktu widzenia przepisów ochrony środowiska inwestor spełnił wszystkie wymogi lub że należy umorzyć sprawę ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu (art. 1 § 2 kk), bądź też - że nie ma dowodów, że doszło do zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach w rozumieniu art. 115 § 5 (mieniem znacznej wartości jest mienie, którego wartość w chwili popełnienia czynu zabronionego przekracza 200-krotną wysokość najniższego wynagrodzenia). Po takiej opinii prokurator powinien przysłać pod naszym adresem za potwierdzeniem odbioru zawiadomienie o umorzeniu postępowania wraz z uzasadnieniem i opisem prowadzonego dochodzenia. I oto następuje najistotniejszy dla przebiegu całej sprawy moment, którego nie wolno nam przegapić. Bowiem dopiero w tym momencie jako strona w sprawie możemy się zapoznać w sekretariacie prokuratury rejonowej z pełnymi aktami sprawy i sporządzić dowolnie dokładne notatki, nawet przepisując sobie wszystko słowo w słowo. Zapewniam, że może wam się włos zjeżyć przy czytaniu np. oceny oddziaływania inwestycji na środowisko albo mogą was rozboleć mięśnie brzucha od powstrzymywania śmiechu w miejscu publicznym. Znajdziecie tam bowiem stek bzdur i czysto retorycznych chwytów, w których wynajęty specjalnie w tym celu przez inwestora prof. dr. hab. rzeczoznawca MOŚZNiL stara się udowodnić, że autostrady to najbardziej ekologiczne drogi, jakie kiedykolwiek budowano na lądzie, bo mają siatki zapobiegające wchodzeniu i ginięciu dzikich zwierząt pod kołami, których nie mają przecież inne dotychczas budowane w Polsce drogi, albo że betonowe kręgi na 3 przechodzących pod autostradą rowach melioracyjnych to są specjalnie zaprojektowane tunele dla dzikich zwierząt wodnych, albo że biegnąca przez środek jakiejś wioski estakada to naturalne przejście dla zwierząt [takich jak np. pies, kot lub krowa]. Teraz musicie zdążyć napisać w terminie 7 dni (tzw. "zawitym", tzn. że jeżeli nie napiszecie w tym czasie odwołania, to umorzenie nabiera mocy prawnej) zażalenie do prokuratury wojewódzkiej na decyzję o umorzeniu dochodzenia za pośrednictwem prokuratury rejonowej. Oczywiście musicie napisać uzasadnienie odwołania - mianowicie, że np. "zgromadzony materiał potwierdza Wasze zarzuty, ale w dochodzeniu popełniono błędy formalne (takie i takie…), na skutek czego ze zgromadzonych materiałów trudno jest (jeżeli nie jest się osobą biegłą w dziedzinie ekologii i sozologii oraz prawa ochrony środowiska) dopatrzyć się przekonujących dowodów winy". Możecie również rozszerzyć dotychczasowe zarzuty, wskazując, które artykuły ustawy o ochronie przyrody, ustawy o ochronie i kształtowaniu środowiska oraz Prawa budowlanego i np. ustawy o płatnych autostradach zostały złamane przez projektanta, inwestora, wykonawcę, autora oceny oddziaływania na środowisko oraz wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. Mogą to być zarzuty popełnienia czynów o znamionach naruszenia:

  • art. 172 - przeszkadzania w działaniu mającemu na celu zapobieżenie niebezpieczeństwu (…) dla mienia w wielkich rozmiarach;
  • art. 231 - działanie na szkodę interesu publicznego poprzez niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego;
  • art. 233 - zatajanie prawdy w zeznaniach w postępowaniu sądowym;
  • art. 239 - utrudnianie lub udaremnianie postępowania karnego, pomaganie sprawcy uniknąć odpowiedzialności karnej;
  • art. 271 - poświadczenie nieprawdy przez funkcjonariusza lub rzeczoznawcę w wystawionym dokumencie;
  • art. 272 i 273 - wyłudzenie poświadczenia nieprawdy przez wprowadzenie funkcjonariusza publicznego w błąd i używanie tak uzyskanego dokumentu;
  • art. 296 - wyrządzenie szkody majątkowej przez niedopełnienie obowiązku osoby zarządzającej majątkiem.

W przypadku Góry Św. Anny oczywiście dojdzie tu obowiązkowo art. 188: Kto na terenie objętym ochroną ze względów przyrodniczych lub krajobrazowych albo w otulinie takiego terenu, wbrew przepisom, wznosi nowy lub powiększa istniejący obiekt budowlany albo prowadzi działalność gospodarczą zagrażającą środowisku podlega grzywnie, ograniczeniu wolności albo pozbawieniu wolności do lat 2, a także art. 217: kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną (…), art. 156-160: kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku zdrowia. Oczywiście w tym momencie przystępujemy do szerokiego informowania prasy, radia i telewizji. Możemy również rozpocząć proces unieważniania decyzji administracyjnych podjętych z rażącym naruszeniem obowiązujących przepisów Prawa budowlanego i ochrony środowiska. Ale o tym w innym razem. HOUK!

Jerzy Czerny
Instytut "EKOTEST"
/ skr. 13
87-102 Toruń

DOWÓD NIE TYLKO Z KORKÓW

Na nowo oddanej obwodnicy Lubicz-Czerniewice w źle zaprojektowanych studzienkach autostradowych giną: wiosną - chronione płazy, latem - zające, nocą - siatka i żeliwne pokrywy od studzienek.

Zgodnie z europejskimi standardami budowy autostrad cały odcinek podtoruńskiej obwodnicy został ogrodzony specjalną 22-kilometrową siatką autostradową, mającą chronić leśne i polne zwierzęta, a także kierowców przed wbieganiem zwierząt na pasma drogi. W naszych realiach siatka została pomyślana również jako zabezpieczenie przed wchodzeniem na autostradę lub drogę ekspresową okolicznych mieszkańców i zabezpieczenie przed wchodzeniem osób nieupoważnionych na obiekty towarzyszące autostradzie, takie jak np. kolektory odprowadzające wodę z opadów.

W środkach masowego przekazu mówiono do tej pory tylko o zaletach autostrad, pomijając konieczność edukacji społeczeństwa o zasadach organizacji ruchu na autostradach i o ograniczeniach stąd wynikających (np. wchodzenia pieszych na ich teren). Przecież nie będzie możliwe właściwe funkcjonowanie autostrad bez społecznej akceptacji dla wymogów eksploatacji autostrad oraz bez dezaprobaty dla zachowań takich, jak rozcinanie, a tym bardziej kradzież siatki autostradowej - jako zachowań zagrażających bezpieczeństwu ruchu drogowego. Bo przecież drogiej i specjalnie sprowadzanej z Niemiec siatki autostradowej nie montowano tylko po to, by wykazać się jej obecnością w dniu oddania do użytku drogi ekspresowej. Tymczasem na wielu dawnych polnych i leśnych ścieżkach, które zagrodzono siatką, została ona po prostu porozcinana przez uczęszczających tamtędy okolicznych mieszkańców. No cóż, można powiedzieć, że projektanci zapomnieli o zaprojektowaniu w tym miejscu wiaduktu czy tunelu lub z góry uznali, że byłoby to zbyt kosztowne. A cóż powiedzieć o widocznych z drogi całych odcinkach, gdzie zniknęła siatka i w związku z tym na drodze można zobaczyć lub poczuć pod kołami rozjechane zające? Przecież siatka autostradowa jest tak charakterystyczna i niedostępna w powszechnej sprzedaży, że na Zachodzie nikomu nawet by nie przyszło do głowy, że… można taką siatką np. ogrodzić własny ogródek! Nasuwa się pytanie: czy budowniczowie przyszłej autostrady będą teraz na bieżąco łatać i uzupełniać brakujące odcinki siatki, czekając aż "nasyci się lokalne zapotrzebowanie na nią" czy też może wynajmą agencję do ochrony 22 km publicznego mienia? W przeciwnym razie - czyż nie można odnieść do budowniczych toruńskiej obwodnicy biblijnych słów: budowniczowie, którzy przystępując do budowy wieży nie policzą, czy starczy im środków na jej ukończenie, staną się tylko pośmiewiskiem u ludzi?!

Przecież - zgodnie z Prawem budowlanym i kodeksem cywilnym - utrzymanie wymaganego przepisami o bezpieczeństwie ruchu drogowego stanu oddanej do użytku drogi jest obowiązkiem osób odpowiedzialnych za budowę i eksploatację autostrady. Według tej samej zasady, odpowiedzialność ponosi właściciel posesji, przy której z powodu oblodzenia chodnika przechodzień złamał nogę. Natomiast jeżeli uznamy, że utrzymanie zakładanego stanu jest zbyt kosztowne lub w ogóle "w polskich realiach" niemożliwe, to czyż nie oznacza to, że wybudowanie 22 km ogrodzenia było po prostu niepotrzebnym wyrzuceniem w błoto pieniędzy podatników? Co powiedzieć o wiarygodności wymaganej prawem oceny oddziaływania na środowisko inwestycji, jeżeli ogrodzona na całym odcinku obwodnica i autostrada nie mająca żadnych tuneli dla dzikich zwierząt (zapewnienia o istnieniu tuneli dla żab w kwietniowych wypowiedziach prasowych Dyrektora ABiEA są według mnie dezinformacją, bo są to tylko kręgi betonowe na istniejących ciekach, bez barier architektonicznych zapobiegających wejściu żab na autostradę), stworzyła cała zamkniętą enklawę zwierząt i roślinności u ujścia Drwęcy pomiędzy Wisłą i Rubinkowem? A co powiedzieć o fakcie, że mimo nieodpłatności obwodnicy mało kierowców z niej korzysta, a przy wjeździe na toruński most drogowy nadal są długie i częste korki, mimo że tak uparcie twierdzono, że obwodnica całkowicie rozwiąże ten problem?

Czyż nie potwierdza się więc to, co już od dawna mówią ekolodzy, że - budowa toruńskiego odcinka przyszłej autostrady A-1 pełna jest nonsensów prawnych, ekonomicznych i ekologicznych?

Jerzy Czerny
Towarzystwo Ekologicznego Transportu
/ skr. 13
87-102 Toruń
Toruń, 15.7.98


http://www.zb.eco.pl/zb/162/transpor.htm

TORUŃSKA A-1 - AROGANCJA URZĘDNICZA GROŹNA

DLA LUDZI I ŚRODOWISKA

W nowym kodeksie karnym z 1997 r. pojawiły się przepisy kary za przestępstwa przeciwko środowisku (Rozdział XXII art. 181-188 k.k.). I tak za powodowanie zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności, a za niszczenie chronionych roślin lub zwierząt niezależnie od miejsca ich występowania grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności. A przecież według rozporządzenia o ochronie gatunkowej Ministra Ochrony Środowiska z 1995 r. wszystkie płazy są pod ochroną w okresie lęgowym (od 1.3 do 31.5 kiedy migrują do zbiorników wodnych by złożyć skrzek). Tymczasem na polskich drogach w wielu miejscach występuje problem masowego rozjeżdżania płazów, którym droga przecina odwieczne trasy ich wędrówek, a coraz intensywniejszy ruch samochodowy praktycznie nie pozostawia szans na bezpieczne przejście w tę i z powrotem.

Negocjacje nt rozszerzenia Unii Europejskiej wkraczają w ostatnią fazę, a polscy negocjatorzy chwalą się postępami we wprowadzaniu przepisów zgodnych z wymogami prawa Unii Europejskiej. Niestety, jeżeli chodzi o ochronę środowiska, tylko na papierze. Udowadnia to bezspornie moja 3 letnia akcja prawna ws. studzienek-pułapek dla płazów na toruńskim odcinku budowanej autostrady A-1. Po dokonanej przez siebie wizji lokalnej w marcu 1998 na budowie toruńskiego odcinka A-1 stwierdziłem, że instalacja odprowadzania wód deszczowych na 11 km odcinku (studzienki z dużymi kratkami ściekowymi co ok. 150 m oraz prostokątne piaskowniki o pionowych ściankach i głębokie na ok. 1 m co kilkaset metrów) została źle zaprojektowana i tworzy sieć śmiertelnych pułapek dla płazów, które wskakują do wody w studzienkach i piaskownikach, zwłaszcza w okresach suszy, ale już nie mogą wyjść.

Zgłosiłem więc w imieniu Towarzystwa Ekologicznego Transportu stwierdzony przeze mnie fakt do prokuratury - zadając tym samym w zasadzie retoryczne pytanie: czy Polska chce być uznawana za praworządne państwo, w którym wprowadzane prawo jest egzekwowane, czy też przyjmuje jedynie na papierze przepisy Unii Europejskiej zakładając, że każdy przepis "można obejść" i wprowadzane nowe przepisy praktycznie nie nakładają żadnych dodatkowych zobowiązań na administrację. Moje zgłoszenie miało również na celu uświadomienie inwestorowi, że istniejący stan obiektu zaliczanego do inwestycji szczególnie szkodliwych dla środowiska nie może być zaakceptowany. Przecież wskazane błędy konstrukcyjne można było usunąć dość szybko i tanio zakładając dodatkowo siatkę o drobnych oczkach na kratki ściekowe, oraz np. zasypując warstwą kamieni pod kątem ok. 30 stopni jeden koniec piaskownika, tak by płazy, które tam wskoczą, mogły same wychodzić. Ale, aby cokolwiek zmienić, trzeba najpierw przyznać, że zaprojektowano i wykonano niewłaściwie. Ale działania toruńskiego oddziału Agencji Budowy i Eksploatacji Autostrad poszły jednak w zupełnie innym kierunku, poprzez zaprzeczanie temu, że popełniono jakiekolwiek nieprawidłowości: "wszystko jest przecież w porządku. To dopiero pierwsza nitka, nie ma więc żadnych podstaw o mówieniu o jakichkolwiek nieprawidłowościach".

1 lipca odcinek został oddany do użytku ...poprzez oświadczenie, że będzie to tylko na razie lokalna droga nie zaliczana do inwestycji ani szczególnie szkodliwych, ani nawet mogących szkodliwie oddziaływać na środowisko i zdrowie ludzi. Po tym oświadczeniu toruński Inspektorat Sanitarny i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska ...w ogóle nie wzięły udziału w odbiorze technicznym drogi - "bo skoro to tylko droga lokalna nie zaliczana do inwestycji mogących szkodliwie oddziaływać na środowisko, to sprawa ich już nie dotyczy". Problem jednak w tym, że od początku jest to nieprawdziwe i nieważne oświadczenie, gdyż jest ono ewidentnie niezgodne z art. 7 ustawy o ochronie i kształtowaniu środowiska z 1980 r. który mówi, że "uznaje się za nieważne decyzje administracyjne niezgodne z prawem ochrony środowiska, a zwłaszcza z planem zagospodarowania przestrzennego". Przecież oświadczenie inwestora nie może zmienić planu zagospodarowania przestrzennego, pozwolenia budowlanego ani decyzji lokalizacyjnej autostrady! Poza tym prawo budowlane w art. 56 pkt. 3 wyklucza możliwość zwolnienia inwestora, przy odbiorze częściowym, z urządzeń ochrony środowiska takich jak dla projektu ostatecznego, zaś ustawa o Inspekcji Ochrony Środowiska zobowiązuje Inspektorat nie tylko do udziału w odbiorach inwestycji mogących szkodliwie oddziaływać na środowisko, ale również w odbiorze urządzeń mających chronić środowisko, a takie urządzenia musiał zakładać projekt autostrady, który uzyskał np. pozwolenie wodnoprawne na odprowadzanie wód opadowych z autostrady do środowiska. Zgłosiłem więc do prokuratury popełnienie kolejnego przestępstwa służbowego - potwierdzenia nieprawdy w dokumentach. Oba dochodzenia, jak nietrudno było przewidzieć, zostały umorzone. Ws. o potwierdzenie nieprawdy uznano, że "inwestor miał prawo złożyć takie oświadczenie, a urzędy wstrzymać się od zajmowania stanowiska". Ws. "o żaby" prokurator natomiast uznał, że "wprawdzie stwierdzono, że giną chronione płazy, ale projektant nie chciał przecież celowo źle zaprojektować studzienek, a w związku z tym nie ponosi winy umyślnej ani nieumyślnej". Oczywiście, że złożyłem zażalenie na tę decyzję jako stanowiącą obrazę prawa materialnego, gdyż kodeks karny w art. 2 k.k. przewiduje nieumyślną odpowiedzialność skutkową kogoś, kto miał szczególny obowiązek zapobiegania skutkowi, a taki właśnie spoczywa na projektancie. Prokuratura okręgowa podtrzymała decyzję i sprawa trafiła do Sądu Rejonowego (znanego z publikacji "Rzeczpospolitej", która pokazała, jak to dla sędziego po korzystnym wyroku czeka pod sądem nowy mercedes, oraz jak to toruńska palestra bawi się razem z oskarżonymi w "Klubie Strzeleckim", na który jeden z sędziów zasądzał nawiązki). Sąd Rejonowy uchylił się od zajmowania stanowiska uznając, że Towarzystwo Ekologicznego Transportu, mające w Statucie zajmowanie się sprawami dotyczącymi ochrony środowiska i transportu, nie jest stroną w tej sprawie i w związku z tym nie służy mu odwołanie od decyzji o umorzeniu postępowania. Dlaczego nie jest stroną (mimo że przez rok było nią)? Bo wg sądu "nie jest bezpośrednio pokrzywdzone w tej sprawie, a działa jedynie na rzecz innych osób" (naciągana interpretacja art. 49 k.p.k.)! Tak więc wg toruńskiego sądu ...bezpośrednio pokrzywdzone żaby same powinny przyjść do sądu! Jednocześnie skoro nasze Towarzystwo nie jest stroną, to nie może się ani odwołać od tej decyzji, ani składać apelacji i kasacji, bo to też służy tylko stronie w sprawie! Tak więc należy decyzję w tej sprawie uważać za ostateczną na drodze krajowej i zgłosiłem ją do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, jako naruszającą art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówiący, że "każdemu służy skuteczne odwołanie się w swojej sprawie do kompetentnego sądu".

Równolegle 2.10.1998 złożyłem do Wojewody Toruńskiego oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Toruniu wniosek o uchylenie pozytywnej opinii i zgody na odbiór odcinka oraz o wstrzymanie dalszych prac na toruńskim odcinku A-1, aż do przedłożenia powykonawczej oceny oddziaływania na środowisko. Odpowiedziano mi, że wszelkie prace na odcinku już zakończono, a WIOŚ nie wydawał pozytywnej oceny "tylko wstrzymał się od zajmowania stanowiska, gdyż oddany odcinek pełni tylko funkcje drogi nie zaliczanej do mogących szkodliwie oddziaływać na środowisko". Jednocześnie pismem z 23.11.1998 WIOŚ zwrócił się do Wydziału Ochrony Środowiska UW o zobowiązanie inwestora, Dyrekcji Okręgowej Dróg Publicznych w Bydgoszczy, do wykonania powykonawczej oceny oddziaływania na środowisku. I takie zobowiązanie wystosowano do inwestora ... z datą 18.12.1998 i prawem do odwołania się od tej decyzji w terminie 14 dni do ministra ochrony środowiska.

1.1.1999 województwo toruńskie przestało istnieć. Wszelkie sprawy i dokumenty przejął Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy. I znowu ta sama asekuracja i działania pozorowane: no bo przecież oni zobowiązali inwestora! A on przecież miał prawo się odwołać do Ministra Ochrony Środowiska, a potem mógł się również odwołać do NSA... Takie tłumaczenie trwało aż do stycznia 2000, kiedy to powołując się na ustawę o dostępie do informacji o środowisku z 9.11.2000 zwróciłem się do Wojewody Kujawsko-Pomorskiego o udostępnienie kopii dokumentów w tej sprawie. Jak było to do przewidzenia: nie wpłynęło żadne odwołanie się do Ministra Środowiska. Na tej podstawie złożyłem pod koniec lutego do Wojewody, Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, Ministra Transportu oraz ABiEA w Warszawie wniosek o wszczęcie postępowania wyjaśniającego, jaki z punktu widzenia prawnego charakter ma oddany w lipcu 1998 toruński odcinek przyszłej autostrady A-1, gdyż w wg pozwoleń na budowę jest to Transeuropejska Autostrada Północ Południe A-1, wg. oznaczeń drogowych (jakie zostały ustawione we wrześniu 1998) jest to droga ekspresowa (biały samochód osobowy na niebieskim tle), wg dziennika ustaw z grudnia 1998 jest to droga krajowa 10/A-1, a wg oświadczenia przy odbiorze i wg WIOŚ w Toruniu to droga lokalna - "wschodnie obejście Torunia". Przecież to są nawzajem wykluczające się funkcje i ta sama droga nie może ich pełnić wszystkich razem jednocześnie! Jak to się ma do polskich przepisów i przepisów Unii Europejskiej, do których rzekomo w nowym kodeksie drogowym ze stycznia 2000 całkowicie dostosowaliśmy polskie przepisy?! A w tym wypadku nie można już mówić, że "ekolodzy mówią tylko o żabkach i jeżach, a dlaczego nie mówią o bezpieczeństwie ludzi" (wypowiedź dyrektora ABiEA w Toruniu w wywiadzie prasowym zatytułowanym "Ekologia bez terroryzmu") tu chodzi właśnie przecież o bezpieczeństwo i życie ludzkie! I nie są to słowa bezpodstawne: 28.10.1998 na oddanym do użytku toruńskim odcinku A-1 zdarzył się tragiczny wypadek mający charakter nzś - nadzwyczajnego zagrożenia środowiska. Ze skarpy przy moście przez Wisłę wyskoczył nagle prosto pod koła samochodu osobowego pies lub lis. Kierowca odruchowo gwałtownie zahamował, samochód stracił przyczepność kół i doszło do zderzenia czołowego z autocysterną z gazem, która się przewróciła zgniatając samochód osobowy. Nieudolna akcja ratunkowa trwała ponad 6 godzin, nie dysponowano odpowiednim dźwigiem ani nawet nie opracowano wcześniej procedury udostępniania służbom ratowniczym kluczy od wjazdów technicznych na autostradę. Za przyczynę wypadku uznano nadmierną prędkość pojazdów i znaczny stopień dewastacji siatki autostradowej już po 3 miesiącach od oddania do użytku. I co teraz mówi dyrektor ABiEA Bernard Kwiatkowski ("Czy dorośliśmy do autostrad" i "Kozy na autostradzie" w "Nowościach"): "Szkoda, że dopiero tragiczny wypadek uzmysłowił nam naszą niedoskonałość [...] Co prawda pasażerowie auta osobowego zginęli na miejscu, ale co by było gdyby byli ranni. Przecież przez tyle godzin wykrwawili by się na śmierć." Czyż nie jest to szokująca wypowiedź, kogoś kto był dwie kadencje wojewodą toruńskim, kto wydawał decyzje lokalizacyjne tego odcinka i przeforsowywał całkowite sfinansowanie go z budżetu wbrew ustawie o płatnych autostradach (pozwalającej jedynie na finansowanie wykupu gruntu projektów i badań) i wreszcie kogoś, kto bezpośrednio odpowiada za całkowite nieuwzględnienie oceny oddziaływania planowanej autostrady na środowisko oraz przede wszystkim za oznaczenie drogi jako drogi ekspresowej, a także za nie utrzymywanie odcinka we właściwym stanie poprzez twierdzenia, że ABiEA nie przejęła jeszcze odcinka. To właśnie dyrektor ABiEA w artykule z "Nowości" "Dowód z korków" postulował: "Dlaczego nie ma tam dużych ramowych znaków "zjazd na autostradę". Nie bójmy się tak nazywać tego odcinka. To będzie przyszła Transeuropejska Autostrada Północ Południe!" Na co Dyrektor Dziuba z DODP w Bydgoszczy odpowiada: "Dobrze, damy kierowcom więcej informacji, choć nie zawsze będzie to zgodne z przepisami". To właśnie w odpowiedzi na ten artykuł (tłumaczący niewystarczającym oznaczeniem fakt, że mimo oddania mostu autostradowego nie zmalały korki na toruńskim moście, mimo że przez tyle lat zapewnia, że wybudowanie autostrady rozwiąże wszystkie problemy komunikacyjne Torunia oraz przyczyni się do jego rozwoju gospodarczego) napisałem opublikowany w "Nowościach" 20.7.1998 i w ZB 119 "Dowód nie tylko z korków". Mówiłem w nim m.in., że na oddanym do użytku odcinku "w źle zaprojektowanych studzienkach autostradowych giną: wiosną - chronione płazy, latem - zające, nocą - siatka i żeliwne pokrywy od studzienek" oraz, że "zgodnie z Prawem budowlanym i kodeksem cywilnym - utrzymanie wymaganego przepisami o bezpieczeństwie ruchu drogowego stanu oddanej do użytku drogi jest obowiązkiem osób odpowiedzialnych za budowę i eksploatację autostrady. Według tej samej zasady, odpowiedzialność ponosi właściciel posesji, przy której z powodu oblodzenia chodnika przechodzień złamał nogę. Natomiast jeżeli uznamy, że utrzymanie zakładanego stanu jest zbyt kosztowne lub w ogóle "w polskich realiach" niemożliwe, to czyż nie oznacza to, że wybudowanie 22 km ogrodzenia było po prostu niepotrzebnym wyrzuceniem w błoto pieniędzy podatników?" Oraz: "Czyż nie potwierdza się więc to, co już od dawna mówią ekolodzy, że - budowa toruńskiego odcinka przyszłej autostrady A-1 pełna jest nonsensów prawnych, ekonomicznych i ekologicznych?

Tak więc całkiem nieprzesadzone jest stwierdzenie, że w mojej ocenie Dyrektor Toruńskiego Oddziału ABiEA ma na swoim sumieniu oraz na białych mankietach i na swoich rękach nie tylko żabią krew! Przecież droga ekspresowa, może być tylko wyjątkowo utworzona na drodze jedno pasmowej, zaś przepisy mówią, że na terenie zabudowanym nie może być dopuszczona większa prędkość niż 90 km/godz., zaś znak "droga ekspresowa" dopuszcza prędkość 110 km/godz! Podobnie na terenach leśnych, gdzie nie powinna być dopuszczona wyższa prędkość niż 80 km/godz oraz powinny się pojawić znaki: "uwaga leśne zwierzęta" oraz "uwaga zwierzęta zagrodowe" (znak z krową). No tak, ale ustawienie znaku "droga ekspresowa" dodaje "prestiżu", a postawić znak z krową na autostradzie? Moja akcja wykazała dobitnie, że to nie tyle same autostrady jako takie są groźne dla środowiska oraz bezpieczeństwa i zdrowia ludzi, ale przede wszystkim niekompetencja, arogancja i bezkarność urzędników, decydentów i polityków w Polsce, oraz że ktoś kto nie liczy się z przepisami i ginącymi żabami, również nie liczy się z ludźmi, ich bezpieczeństwem i życiem. Dlatego właśnie twierdzę, że walcząc o żaby na toruńskim odcinku A-1 walczę w istocie o prawa ludzi. Żaba jest tu tylko pewnym skrótem i czytelnym symbolem. Dlatego zamierzam nagłośnić sprawę "toruńskich żab" nie tylko w Polsce, ale składając skargę do Komisji Ochrony Środowiska i Komisji Rozszerzenia Unii Europejskiej w Brukseli w dość symboliczny sposób. Zamierzam dotrzeć tam kajakiem i rowerem. Nazwałem tę wyprawę "EKO-ODYSEJA 2001", bo czyż dochodzenie w Polsce sprawiedliwości nie jest równie trudne i długotrwałe jak podróż z Troi do Itaki legendarnego Odyseusza?

Jerzy Czerny,